Czeeść
Dziś kontynuacja drożdży.
Drożdże piję od 17 lutego co jest ładnie zaznaczone na kalendarzu, ot:
wszystkie niebieskie kółeczka oznaczają dni w których je piłam, jak również te żółte, w czasie których trwało jakieś święto
Przez cały marzec do dnia dzisiejszego ( 9 IV ). Myślę, że tę 'dietę' przetrzymam do 13 kwietnia, kiedy to wyjdzie mi 8 tygodni, czyli pi razy drzwi dwa miesiące. Po tym czasie będę mogła sprawnie ocenić efekty.
Marzec mignął mi, nawet się nie spostrzegłam, że cały miesiąc za mną.
Jak to jest z piciem drożdży?
Prawie codziennie rano wstaję o 6:20. O 6:30 zalane, wymieszane i przykryte drożdże odkładam na parapet. Około 7:20 biorę je, mieszam, dolewam malinowego soku do rozcieńczania, mieszam i piję. Robię to nad wanną, bo mam czasami myśl, że nie dam rady i wypluję wszystko. Robię parę wdechów, zatykam nos i duszkiem wypijam całość. Najgorszy jest ostatni łyk, bo już nie jest duszkiem. Później płuczę buzię i myję jeszcze raz zęby. Ot, moja cała filozofia.
Jeżeli chcę wypić w dniu całą kostkę, to samo powtarzam wieczorem, a to ze względu na to, że gdy dwukrotnie przygotowałam w kubeczku całe drożdże pieniły się jakby były nieświeże. Może za mało wody jak na tyle drożdży. Najpierw piłam 6 (szóstą) część drożdży, później 4 (czwartą), następnie 2 (drugą).
Picie drożdży nie jest dla mnie jakieś uciążliwe. Czasami, zwłaszcza na początku, jak mi się nudziło szłam i przygotowywałam je sobie, bo jakby nie patrzeć robiłam pożyteczną rzecz! A to bardzo pocieszające...
Na temat drożdży z mojej strony to tyle!
Niedługo ukaże się aktualizacja moich włosów!
I na koniec pyszności, zapraszam na strony autorskie (
1 2)
pozdrawiam,
karoślina