(low low low bo będzie proces)
Witam wszystkich bardzo serdecznie w programie, który udowadnia, że....
Chyba za dużo naoglądałam się YouTube`a, -,-
Witam!
Kilka słów narzekania: Jestem w klasie maturalnej. Co w związku z tym? W tym roku podchodzę do testu, który przyjęło się nazywać dojrzałości. (Uwielbiam zdania, w których kluczowe słowo napisane jest na końcu, czytając to nieuważnie wychodzą takie bzdury!) Aczkolwiek nie uważam, by on był sprawdzianem mojej dojrzałości. Nie będę już smęcić jak wszędzie da się słyszeć, że trzeba po prostu wbić się w klucz.
Dla mnie to jeden z punktów przed wyjazdu i rozpoczęcia studiów (i nowego życia). Czy szykuję się do tego? Taak! Taak... Taak? Od rozpoczęcia ferii właściwie tak. Przeczytałam Dżumę, Kartotekę, Medaliony, a w kolejce czeka Proces i Wesele. O tych książkach też chciałabym napisać. Coś tam robię z Matemaksem, i niby coś ze zdaniami po angielsku na maturę ustną. Ale dla jasności!, piękna, oficjalna i popisana deklaracja maturalna, oraz egzaminu zawodowego leży cudnie w sekretariacie mojej kochanej szkoły <3
Podchodzenie do tej matury wygląda bardzo niestandardowo, oryginalnie, a nawet normalnie.
- jestem ostatnim rocznikiem, który pisze starą(joke), wraz z maturzystami nowej matury! (liczymy na prosty egzamin!)
- jakiekolwiek przygotowania to kpina
- a moi nauczyciele nie przychodzą na lekcje (czasem), i się spóźniają (czasem), i odchodzą (niektórzy)
Żarty żartami. Ale to prawda. Spójrzmy na nią. Można się z nią zgodzić lub nie. Prawda to prawda, obrońców jej nie potrzeba. Naturalnie, my (uczniowie) też nie zachowujemy się 'normalnie'. Żeby to zobrazować powiem tak: moja szkoła ma 30tu uczniów. Moja klasa (czwarta) ma uczniów 21, w tym są dwa kierunki - TAK i TG. Trzeciej klasy nie ma. Druga ma 4 osoby, a pierwsza 5. He he
To logiczne, że szkoła taka będzie trochę inaczej wyglądać niż wszystkie. Nie ma anonimowości, sekretów i tajemnic. Większość rzeczy wszyscy wiemy.
Tak też nikt już nie zauważa swojego 'dziwnego' zachowania, one dla nas jest oczywiste. Nie mówię oczywiście, że jest nie wiadomo jakie. Wydaje mi się, że wszyscy są odrobinę bardziej otwarci, ciężko jest się "ukryć". Jeżeli coś się dzieje, to dotyczy to wszystkich.
- uczniowie| pozwalamy sobie na różne zachowanie, bez zahamowań, które tworzą relacje między obcymi osobami, mniejszy dystans do wszystkiego
- matura...? a to jeszcze daleko.... a do tego, w tym roku tylko cztery zagrożenia z polskiego
Uwaga!! Drażliwa sprawa
Ostatnio w mojej szkole wynikła bardzo nieprzyjemna sprawa. Mamy / mieliśmy (ach, te nieprzewidywalne losy) panią od Podstaw Przedsiębiorczości i Podstaw Prowadzenia Działalności Gospodarczej, która jest z Ukrainy (ale to tylko jedna z jej wad, ha ha, żartowałam, to był przekształcony cytat ze Shreka, Boże.. jeszcze ludzie się rzucą i powiedzą, że jestem nietolerancyjną rasistką.. ) i uczy w naszym budynku piętro wyżej w Wyższej Szkole.
Od początku dawaliśmy sygnały, że coś jest nie tak. Były rozmowy z Panią od przedmiotu, z Panią Pedagog, z wychowawcą, z Wicedyrektorką... Trochę się zmieniło, bo z zapisywania na lekcji 7 stron ograniczyliśmy się do mniej więcej trzech. Ale cały czas był problem.
Jesteśmy młodzieżą, i uważam, że prawem naszym jest próbowanie wszystkiego, sięganie po wszelkie możliwości, i pewnego rodzaju niedojrzałość. Pani R (użyjmy takiego skrótu dotyczącego nauczyciela tych przedmiotów) nie umiała nad nami zapanować, i dała "wejść sobie na głowę". Lekcje wciąż były prowadzone, ale z braku jakiejkolwiek dyscypliny wyglądały marnie. I co mam Wam powiedzieć? Jasne, przyznaję się, zachowaliśmy się nie fajnie. Ale co na to poradzę? Czyżby to moim zadaniem było ogarnąć to stado i postawić do pionu? Nie sądzę, nie sądzę.
I po tym czasie, sami przeprowadziliśmy rozmowę z Panią R. Według mnie rozmowa była w porządku. Na przerwie wyszłam do sklepu. Jak wróciłam w klasie była Pani Dyrektor, ponieważ Pani R wyszła z naszej klasy roztrzęsiona, bliska płaczu, ponieważ ją zgnębiliśmy, obraziliśmy i wdeptaliśmy w ziemię!!
Po tym "numerze" (wiecie, próba rozmowy z Nauczycielką R) odbyło się kilka aktów zemsty, ekhem, rozmów z nauczycielami :)
Aczkolwiek padały takie o od rady pedagogicznej:
- "(...) i to Ci daje prawo zachowywać się jak smarkula??"
- "To powiedzcie jak mają wyglądać lekcje"
Naturalnie, odpowiadałam na to, że przecież nie my jesteśmy po studiach, nie my Profesorowie, Doktorowie i Magistrowie ~ to a propo tego, że widzą w naszym zachowaniu brak szacunku - w ogóle to sytuacja była bardzo nieprzyjemna, okazało się, że jesteśmy bandą rozwrzeszczanych, nieszanujących nikogo bachorów, za którymi nikt nie będzie tęsknił
- a także, że nie powinniśmy się odzywać, bo nasze zdanie się nie liczy
- oraz, że żaden z nauczycieli nie chce z nami pracować
- wydaje mi się, że warto wspomnieć o zarzucie nieumiejętności prowadzenia rozmowy na bazie argumentów
Najprzyjemniejsze w tym wszystkim było to, że nikt nas nie słuchał. Przerywano w trakcie zdania. Mówiono że nie mamy kultury. Usłyszałam, że po nic mi dobre zdanie jakie sobie wyrobiłam, obraz mojej ambitności i zaangażowania, że tą sytuacją skreśliłam wszystko inne. Obrażano mnie, bo obrazą jest dla mnie stwierdzenie, że zachowuję się jak nienormalna i jak smarkula. Nikt nie dał nam dojść do słowa. A powiedziałabym, że nasza "akcja", nie miała na celu obrażenia czy uprzykrzenia życia Pani R, i że nie chcieliśmy by było jej przykro. Ja po prostu uważałam za mój obowiązek, właściwie za część mnie zareagować w niewłaściwej sytuacji (to ma podwójne brzmienie), znaczy w takiej, która jest niepoprawna, którą można by zmienić. A potem wyszła lepsza sytuacja! W której nauczyciele stoją za sobą murem. Odwracają kota ogonem i mówią nam, że to my źle postępujemy, że całe zło to my. Sytuacja całkowicie niesprawiedliwa! Ah, tak niesprawiedliwa, że serce mnie bolało od tej niesprawiedliwości, od tych chorych wydarzeń. Musiałam się ratować myślą, że sytuacje to sytuacje i mnie nie dotyczą, nie uderzają we mnie, nie dotyczą mnie.
Zabolało mnie to - tak mocno - ze względu na moje zaangażowanie i branie udziału w większości akcji tej szkoły. Ze względu na moje starania, by było dobrze. Nie będę wymieniać co robiłam, bezsens.
Oczywiście, to moja strona. Oczywiście, mogę się przyznać do czegoś.
Rozmawiałam z Panią Dyrektor jak z równą sobie osobą. Nie płaszczyłam się przed nią, ani jej nie ubliżałam. Mówiłam jasno swoje zdanie, mówiłam jasno co myślę.
Ale szkoda słów.. ostatni raz się nad tym użalam
Tylko jeszcze jedna sprawa. Jeszcze jedna rzecz, która w tym była najbardziej przykra.
Pani Od Polskiego. Mój wzór, ulubiony nauczyciel. Osoba, która najbardziej mnie motywowała i inspirowała. Dla niej chciałam się starać. Tfu, bo jeszcze ktoś coś...
Przyszła do szkoły. Koleżanka mijała ją na korytarzu, obie się uśmiechnęły, przywitały. Poszła do pokoju nauczycielskiego. Spóźniła się na lekcję. Nigdy się nie spóźnia, ale tyle nowin... I lekcja była wspaniała. Krzta surowości, dyscyplina, pytanie. Czemu krzta? Bo Pani powiedziała, że to jest minimum jej możliwości, i że może bardziej. Dyscyplina?. jak najbardziej. Surowość?, jak najbardziej? Wymagania?, jak najbardziej?
Na końcu, wydaje mi się, że ze względu na łzy towarzyszki mojej ławki Pani powiedziała, że nie pozwoli byśmy wdeptywali w ziemię niewinnego człowieka.
(My, którzy nie jesteśmy łaskawi przychodzić na lekcje, angażować się, którzy nie jesteśmy w stanie wykazać odrobiny inicjatywy i kultury osobistej. My, którzy pozjadaliśmy wszelkie rozumy, niedojrzali do wzięcia odpowiedzialności za własne czyny, ale pierwsi pchający się w wytykanie komuś błędów... domysly)
To było w czwartek. W piątek miały być dwie lekcje. Ja nie przyszłam do szkoły, byłam po nocce, i na dwie lekce by mi się nie opłacało.
Ale było więcej, i czemuż była pogłoska tylko o dwóch lekcjach? Czy może po to by nikt nie przyszedł i byśmy się nie dowiedzieli, że dwie nauczycielki odchodzą? Może jakbyśmy wrócili po feriach, to okazałoby się, że kolejni nauczyciele nie chcieli z nami pracować... A będąc dowiedzieliśmy się, że nie, że nie, że nie. Że obie Panie tylko ze względu na nas wahały się by zostać. Bo się do nas przywiązały, polubiły nas i było im naprawdę przykro. Mówiły, żebyśmy nie dali sobie w mówić, że to przez nas.
I tu odeszła Pani K. Która nie była nawet nauczycielką, która bardzo się dla nas starała. Otworzyła się do nas my się otworzyliśmy. Nasze relacje były odpowiednie. Nikt nikogo nie traktował gorzeć. Nie wiem czy mogę powiedzieć, że nasze relacje były partnerskie, niezbyt odpowiednie słowo. Nigdy nie miała styczności z uczniami (prowadzi własną firmę), i nie dała sobie wejść na głowę. Polubiliśmy ją, ze wzajemnością.
I tu odeszła Pani K. Która nie była nawet nauczycielką, która bardzo się dla nas starała. Otworzyła się do nas my się otworzyliśmy. Nasze relacje były odpowiednie. Nikt nikogo nie traktował gorzeć. Nie wiem czy mogę powiedzieć, że nasze relacje były partnerskie, niezbyt odpowiednie słowo. Nigdy nie miała styczności z uczniami (prowadzi własną firmę), i nie dała sobie wejść na głowę. Polubiliśmy ją, ze wzajemnością.
Tam tam tam,
Koniec.
Wnioski? Sytuacja to fakt, liczy się postawa człowieka. Takie tam przemyślenia (przydatne do mojej prezentacji maturalnej). Nie dać się prowokować. Nie wiem co jeszcze.. zaangażowanie wsadzić sobie w kieszeń?
A co do matury? Nie przejmować się. Ćwiczyć matmę, próbować angielski, i czytać książki. Bo matura? Bo lubię.
Papatki, całuski, dobranocki
karoślina


























.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)





















